To, czego liczby nie mówią: fikcja rośnie, literatura faktu spada w pierwszym kwartale 2026
Jest pewna statystyka z pierwszego kwartału 2026, do której ciągle wracam — nie dlatego, że jest dramatyczna, bo nie jest — ale ze względu na to, co implikuje. Fikcja dla dorosłych w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 5,5% w pierwszych trzech miesiącach roku. Literatura faktu dla dorosłych spadła o 7,8%. Association of American Publishers opublikowało te dane ze spokojną wydajnością instytucji, która od dawna nauczyła się prezentować liczby bez mówienia ludziom, co mają czuć.
Zastanawiałam się, co oznacza, gdy fikcja wyprzedza literaturę faktu. Nie tylko komercyjnie, ale kulturowo. Fikcja jest tak często opisywana jako ucieczka — słowo zawierające implicite ocenę, sugestię, że rzeczywistość jest miejscem, gdzie poważni ludzie spędzają czas. Liczby sugerują, że czytelnicy być może robią inny rachunek. Może zmęczyły ich pewności literatury faktu ostatnich lat: pewne diagnozy teraźniejszości, dwudziestopunktowe plany, książki obiecujące wyjaśnienie wszystkiego.
Porównanie, do którego ciągle wracam, to to, co norwescy czytelnicy nazywają seriøs litteratur — poważna literatura — kategoria odmawiająca udawania, że granica między fikcją a literaturą faktu jest tam, gdzie myślimy. Min Kamp Karla Ove Knausgårda jest jednym i drugim jednocześnie, a czytelnicy to wiedzieli. Dane sprzedażowe z jednego kwartału nie mogą uchwycić tego rodzaju lektury.
To, co dane za Q1 mogą nam powiedzieć ostrożniej, to coś o zaufaniu. Powieść taka jak Lucy Crown Irwina Shawa — portret amerykańskiej rodziny powojennej rozpadającej się w rozpoznawalny sposób — robi coś, czego socjologiczne studium tej samej epoki nie potrafi do końca: pokazuje wnętrze szkód. Ta swoistość może być częścią tego, co oznacza te 5,5%.
Czy wydawcy są gotowi spotkać to zaufanie z odpowiednią ciekawością — czy po prostu wydrukują więcej tego, co sprzedało się w zeszłym sezonie — to oczywiście inne pytanie. Takie, na które liczby nie odpowiadają.