Przejdź do głównej treści

Człowiek, który kontynuował Sherlocka Holmesa, teraz używa ChatGPT

J
James Whitmore
· 4 min czytania
Człowiek, który kontynuował Sherlocka Holmesa, teraz używa ChatGPT
Gdzieś między życiorysem tego człowieka a jego niedawnym wyznaniem tkwi mała ironia. Anthony Horowitz — autor upoważniony przez spadkobierców Doyle'a do kontynuowania Sherlocka Holmesa, powieściopisarz, któremu spadkobiercy Fleminga zaufali, by wskrzesić Jamesa Bonda — przyznał, że używa ChatGPT w swojej pisarskiej pracy. Arthur Conan Doyle, rzecz jasna, nie jest dostępny do komentarza. Horowitz złożył to wyznanie w tym, co wydaje się dość nieostrzeżonym momentem, a reakcja była przewidywalna: gdzieś pewna liczba literackich purystów reorganizuje swoje półki w proteście. Pozostali — prawdopodobnie większość — wzruszyli ramionami, otworzyli własnych asystentów AI i poprosili ich o streszczenie kontrowersji. Będąc sprawiedliwym wobec Horowitza: pytanie o to, co właściwie oznacza „używanie AI w pisaniu", jest ciekawsze niż większość ludzi sobie pozwala zauważyć. Istnieje znaczna różnica między prośbą do ChatGPT o podanie nazw londyńskich ulic z 1889 roku a prośbą o napisanie kulminacji powieści. Pomoc w badaniach, sprawdzanie ciągłości, wczesny brainstorming — to administracyjne zadania pisarskie, o których czytelnicy nigdy nie myślą. Jeśli Horowitz używa modelu językowego, by przyspieszyć części, które inaczej przywiązałyby go do bibliotecznego biurka z lupą, trudno sformułować zasadnicze zastrzeżenie. To, co czyni całą sytuację dziwną — szczególnie dziwną dla niego — to symboliczny ciężar spuścizny, którą nosi. Kiedy rodzina Doyle'a wręczyła Horowitz'owi klucze do Baker Street, składała deklarację o rzemiośle, o wierności głosowi, o nieredukowalnym akcie słuchania Conan Doyle'a na stronie i próby pisania z powrotem na tej samej częstotliwości. Ten akt — nazwijmy go brzuchomówstwem, nazwijmy go oddaniem — wydaje się, w teorii, dość trudny do zlecenia programowi wytrenowanemu na całym internecie, włącznie z, jak można przypuszczać, mniej wybitnymi pastiszami Holmesa. Czy ma to znaczenie w praktyce, to osobne pytanie. Powieści holmesowskie Horowitza bronią się własnymi zaletami. Jego Magpie Murders — z zagnieżdżoną strukturą i radosną samoświadomością — były tak czysto ludzką łamigłówką, jaką współczesna literatura kryminalna kiedykolwiek stworzyła. Żaden czytelnik tych książek nie oskarżyłby ich o to, że wydają się maszynowo wygenerowane. A jednak rozmowa wciąż wraca do kwestii stopnia. Używanie ChatGPT do osi czasowej fabuły jest dość odmienne od używania go do napisania zdania. Zdanie to miejsce, gdzie każdy autor jest najbardziej rozpoznawalnie sobą — rytm, składnia, szczególna kalibracja groźby w scenie przesłuchania. Tych rzeczy nie da się wygenerować promptem tak, żeby wynik nie był natychmiast oczywisty dla kogoś, kto czytał oryginał. Dżin wyszedł z butelki. Autorzy w całej branży ustalają — cicho, prywatnie, a okazjonalnie publicznie, jak Horowitz właśnie zademonstrował — do czego będą używać tych narzędzi. To mniej kryzys niż renegocjacja. Czego literatura wymaga od swoich autorów i za co, precyzyjnie, płacimy kupując powieść: to nie są nowe pytania. Przychodzą teraz ze znacznie większą pilnością niż dotąd. Co by o tym pomyślał Holmes? Zapewne coś złośliwego o ważności niekonstruowania teorii przed zebraniem danych.

Komentarze

Zaloguj się aby dołączyć do rozmowy.

Brak komentarzy.