Przejdź do głównej treści

Czego Gertrude Stein wciąż może nas nauczyć — przez pryzmat Deborah Levy

S
Sigrid Nørgaard
· 3 min czytania
Czego Gertrude Stein wciąż może nas nauczyć — przez pryzmat Deborah Levy

Jest coś w naturze Paryża, co zaprasza do pewnego rodzaju retrospekcji — miasto jako archiwum, lustro, miejsce, do którego anglojęzyczni pisarze zawsze przyjeżdżali, by stać się czymś innym niż sobą. Hemingway to zrobił; Baldwin to zrobił; a Gertrude Stein, która żyła tam prawie cztery dekady, stała się na tyle częścią miasta, że wydaje się, jakby miasto ją wchłonęło.

Nowa książka Deborah Levy, My Year in Paris with Gertrude Stein (Farrar, Straus and Giroux), jest jednocześnie wspomnieniem, krytyką literacką i czymś, co opiera się obu etykietom z charakterystyczną upartością Levy. To relacja z roku spędzonego w Paryżu — tytuł celowo zapożyczony z własnej Autobiografii Alicji B. Toklas Stein, która sama w sobie nie jest do końca autobiografią — śledząc życie kobiety, która była centralna dla modernizmu literackiego i przez dekady była systematycznie za mało czytana.

Stein jest skomplikowanym dziedzictwem. Pisała w sposób, który sprawiał, że wielu czytelników czuło się tępymi, jakby wina leżała po ich stronie, a nie po stronie prozy robiącej coś naprawdę nowego. Virginia Woolf w Własnym pokoju pytała, czy pisarstwo kobiet kiedykolwiek otrzyma wsparcie instytucjonalne, którego potrzebuje. Pytanie nie było retoryczne.

Levy przynosi Stein szczególny rodzaj uwagi: nie czcić, lecz rozpoznanie. Efektem jest książka, która uczy czytać Stein nie wyjaśniając jej, lecz myśląc razem z nią. Modernistyczny świat, który Stein zamieszkiwała, znajduje odzwierciedlenie w Dobrym żołnierzu Forda Madoxa Forda, powieści o ukrytej zdradzie z 1915 roku, która mapuje ten sam edwardiański świat z kąta kontrolowanego przez mężczyzn.

To, co Levy rozumie — i co sprawia, że ta książka jest czymś więcej niż zbiorem esejów — to że Paryż Stein nie był tym samym Paryżem co Hemingwaya czy Fitzgeralda. To był Paryż pracy, dwóch kobiet budujących coś trwałego, podczas gdy mężczyźni wokół nich pisali o budowaniu czegoś trwałego.

To, co pozostaje, gdy zamkniesz tę książkę, to pytanie, które sama Stein by zaaprobowała: nie czy była niedoceniana, lecz jak inaczej czytalibyśmy wszystko inne, gdyby ona była właściwie obecna.

Komentarze

Zaloguj się aby dołączyć do rozmowy.

Brak komentarzy.