Emily St. John Mandel wyobraża sobie Amerykę po upadku
Prowadzę mentalną listę powieści o Stanach Zjednoczonych, które czyta się z największą pilnością z zewnątrz. Droga. Opowieść podręcznej. Station Eleven, z jej pandemicznymi ciszami, które brzmią inaczej w zależności od tego, po której stronie oceanu się czyta. Emily St. John Mandel należy do tej listy. Jej proza zawsze pytała, co pozostaje — z cywilizacji, z pamięci, z wersji siebie, którą uważaliśmy za trwałą — gdy struktury, na których polegamy, nagle znikają.
Jej nowa powieść, niedawno przedstawiona przez Publishers Weekly, idzie dalej niż poprzednie. Rozgrywa się w 2031 roku, po rozpadzie Stanów Zjednoczonych. Kraj się podzielił — lub zawalił, rozróżnienie mające mniejsze znaczenie w fikcji niż w dokumentach politycznych. Mandel powiedziała, że książka odzwierciedla jej niepokoje o amerykańską demokrację, choć zawsze starała się okryć te niepokoje fabułą, postaciami, teksturą zwykłych dni przeżywanych wewnątrz nadzwyczajnego kolapsu.
Istnieje szczególny europejski nawyk — duński, może, w moim przypadku — obserwowania amerykańskiej niestabilności politycznej z czymś między fascynacją a prawdziwym niepokojem. Rozumiemy, że Stany Zjednoczone to nie Europa. A jednak. Powieści wyobrażające sobie ich koniec pojawiają się z nieuchronnością, którą trudno zbagatelizować.
Poprzednia powieść Mandel, Sea of Tranquility, łączyła las w Kolumbii Brytyjskiej z 1912 roku z kolonią księżycową z XXIV wieku za pomocą pętli czasowej, i działało to, bo jej zainteresowanie dotyczy ciągłości — tego, jak ludzie noszą swoje zwykłe ja przez nadzwyczajne okoliczności. Pandemiyczne fragmenty Station Eleven pozostają jednymi z najbardziej precyzyjnych literackich portretów zbiorowej straty, jakie czytałam.
Powieść o rozpadzie Ameryki w 2031 roku nieuchronnie będzie czytana jako komentarz polityczny. Ale proza Mandel zwykle bardziej interesuje się ludźmi, którzy budzą się następnego ranka, niż wydarzeniami, które spowodowały ten poranek. Tam, być może, żyje prawdziwa literatura: nie w samym upadku, ale w tym, kto stoi pośród gruzów, próbując zaparzyć kawę.