James Patterson przekazuje 10 milionów dolarów, żeby nastolatki czytały. Pytanie brzmi: czy to wystarczy.
Statystyka, która skłoniła Jamesa Pattersona do przekazania 10 milionów dolarów Vanderbilt University, brzmi alarmująco—aż do momentu, gdy uświadamiamy sobie, że brzmi tak od trzydziestu lat. Biegłość w czytaniu wśród amerykańskich uczniów czwartej i ósmej klasy spadła w sposób mierzalny. Patterson, którego nazwisko pojawia się na około jednej powieści miesięcznie, postanowił coś z tym zrobić.
Instytut Pattersona ds. Alfabetyzacji Wczesnona stolatków będzie finansować badania naukowe, korepetycje dla uczniów i szkolenia dla nauczycielów. Jego krytycy w kręgach literackich twierdzą, że to dokładnie ten problem: że kultura, która stworzyła Pattersona, stworzyła też nastolatka, który nie czyta. Ale badania pokazują, że bramą wejścia rzadko jest tekst kanoniczny—prawie zawsze jest to książka, którą ktoś pokochał i włożył ci w ręce.
Pozostaje też pytanie, co 10 milionów dolarów naprawdę kupuje. Alfabetyzacji jako dziedzinie nie brakuje badań. Czego często brakuje, to woli politycznej, odpowiedniego finansowania szkół i dobrze opłacanych nauczycielów. Jeśli trzeba człowieka, którego książki opisywane są jako «wciągające», żeby przypomnieć kulturze, że czytanie jest warte zachodu, to może ironia jest właśnie sednem sprawy.