Przejdź do głównej treści

John Banville w Wenecji: o obojętności wobec świata

S
Sigrid Nørgaard
· 3 min czytania
John Banville w Wenecji: o obojętności wobec świata

Czytam uwagę Johna Banville'a tak, jak czyta się prowokację zaprojektowaną, by wyglądać jak szczerość. «Jako pisarz, społeczeństwo, wojny czy świat mało mnie obchodzą», powiedział w tym tygodniu El Cultural. To dokładnie rodzaj stwierdzenia, które wpędza pisarzy w kłopoty w 2026 roku, kiedy świat wydaje się szczególnie natarczywie domagać zauważenia.

Ale Banville to nie Hamsun, a jego nowa powieść Nocturno de Venecia nie jest deklaracją polityczną. Jest, jeśli pierwsze recenzje mają jakąś wagę, dokładnie tym, co Banville zawsze robił: prozą operującą na tak wytrwałym i wymagającym rejestrze, że fabuła staje się niemal przypadkowa. Recenzja opisująca go jako kogoś, kto «wciąż gra w innej lidze», brzmiała jak zmęczony podziw.

Wenecja to naturalne domostwo Banville'a. To miasto, które przeżyło własny historyczny moment i teraz istnieje niemal wyłącznie jako powierzchnia—piękna, podupadła, obojętna na troski kogokolwiek, kto ją ogląda. Myślę o Tove Jansson, która spędziła ostatnie dekady życia na małej wyspie bez elektryczności, pisząc powieści o radykalnym domowym odosobnieniu. Nie obojętność wobec świata—coś bardziej celowego. Odmowa dania się porwać prądowi wydarzeń.

Czy jest to godne podziwu czy wymijające, zależy, myślę, od tego, czego ktoś oczekuje od literatury. Nocturno de Venecia jest, według tej logiki, kontynuowanym argumentem. Wenecja. Noc. To, co się dzieje—dzieje się powoli, precyzyjnie, w zdaniach, które nie pozwalają czytelnikowi czytać szybko. Czy świat na zewnątrz ma na to cierpliwość, jest być może bardziej interesującym pytaniem.

Również na naszych półkach

Polecane lektury