Przejdź do głównej treści

Zwój i Najbiedniejszy Człowiek

S
Sigrid Nørgaard
· 3 min czytania
Zwój i Najbiedniejszy Człowiek

Jest zdanie, które noszę ze sobą od chwili, gdy je po raz pierwszy przeczytałam, gdzies między Kopenhagą a Madrytem: „Jack był najbiedniejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek poznałam.“ Powiedziała to Joyce Johnson, dziewczyna Kerouaca jesienią 1957 roku, kiedy W drodze zostało opublikowane i świat zdecydował, że jest symbolem, prorokiem, głosem. On był już wtedy prawie nieobecny.

12 marca tego roku — w dniu, który byłby 104. urodzinami Kerouaca — zwój, na którym wypisał tę powieść w gorączkowym, trzytygodniowym zrywie, został sprzedany w Christie’s w Nowym Jorku za 12 135 000 dolarów. Rekord świata. Nie tylko dla manuskryptu z XX wieku. Dla jakiegokolwiek manuskryptu literackiego, w jakiejkolwiek epoce, w jakimkolwiek miejscu. Pobł Pierwsze Folio Szekspira.

Zastanawiam się, co to znaczy. Nie moralnie — nie kłóci się z rynkiem, gdy ten akurat ma rację — ale estetycznie, kulturowo: za co właściwie płacimy, gdy płacimy dwanaście milionów dolarów za rotkę papieru?

Część odpowiedzi jest prosta: rzadkość, proweniencja, logika kolekcjonera, która zawsze rządziła takimi transakcjami. W 2001 roku ten sam zwój sprzedano za 2,43 miliona dolarów Jimowi Irsayowi, właścicielowi Indianapolis Colts. Nowym nabywcą jest Zach Bryan, muzyk country z Oklahomy, który zdaje się być przekonany, że spuciżzna Kerouaca jest w pewnym sensie jego odpowiedzialnością. Bryan kupił też kościół Saint-Jean-Baptiste w Lowell w stanie Massachusetts — frankokanadyjską parafię, gdzie Kerouac był chrzczony i gdzie odbył się jego pogrzeb — i współpracuje z estate, aby przekształcić ją w muzeum i centrum kulturalne. Jest w tym coś wzruszającego i dziwnego zarazem, że to właśnie wokalista country przywraca do życia ikonę Pokolenia Beat. Kerouac był przecież głęboko zainteresowany muzyką — pisał o jazzie tak, jak Karl Ove Knausgård pisze o rocku: od środka, przez ciało, z miejsca tuż poniżej słów.

Ale dwanaście milionów dolarów. Wracam nieustannie do samego zwóju — nie jako przedmiotu, lecz jako gestu. Kerouac sklejał arkusze kalki technicznej, żeby nie przerywać pisania przy zmianie stron. Nieprzerwany strumień był sensem tego wszystkiego: manuskrypt jako performance, jako dowód. Można przeczytać W drodze w tanim wydaniu kieszonkowym i odebrać słowa dokładnie tak, jak je napisał. Ale zwój niesie coś innego — żar tworzenia, fizyczną natrętność faktu, że to się wydarzyło, że ktoś czuwał całymi tygodniami i wylewał trzydzieści sześć metrów powieści, by umrzeć w końcu jako najbiedniejszy człowiek, jakiego kiedykolwiek poznała osoba, która go kochała.

Roberto Bolaño — który tłumaczył wiersze Kerouaca na język hiszpański, który w Llamadas telefónicas pisał o poetach i pisarzach zniszczonych własną powagą — rozumiał głęboko ten wymiar twórczości literackiej. „Napisał się na śmierć“ — tak Bolaño opisywał pisarzy, których naprawdę podziwiał, i być może tak widział siebie samego. Zwój jest dowodem tej szczególnej powagi: istnieje jako ciało dzieła, nie tylko jako tekst.

Czego nie potrafię do końca wyjaśnić, to arytmetyka rynku. Dwanaście milionów za ślad człowieka, który nie miał co jeść. Jest tu coś, co próbujemy kupić i czego kupić się nie da. Zwój stanie w muzeum w Lowell, za szybą, w mieście, z którego Kerouac uciekł, do którego wrócił i gdzie jest pochowany. Przyjdą zwiedzający. Będą patrzeć na papier. I może zastanowią się, jak to było — być tak pilnym, tak biednym, tak żywym.

Komentarze

Zaloguj się aby dołączyć do rozmowy.

Brak komentarzy.