Nagrody Lambda 2026: literatura queer broni swojego miejsca na świecie
Pamiętam, kiedy po raz pierwszy czytałam pisarkę, która nazywała swoje ciało bez przepraszania. Tanie wydanie, złamany grzbiet, strony z tą fakturą, którą książki nabierają, gdy przeszły przez wiele rąk. Nie wiedziałam wtedy, że ta książka uczyła mnie czegoś o wartości istnienia na głos.
W piątkowy wieczór, w Sony Hall w Nowym Jorku, Lambda Literary Foundation wręczyła swoje doroczne nagrody — Lammys, jak nazywają je ci, którzy świętują je od 1989 roku. I ta ceremonia była naznaczona nazwiskami, które zasługują na to, by zostać w pamięci.
Lidia Yuknavitch wygrała w kategorii Niebeletrystyka Biseksualna za Reading the Waves, dzieło, w którym autorka The Chronology of Water wraca na swoje najbardziej intymne terytorium. Jennifer Finney Boylan otrzymała swoją drugą nagrodę Lammy za Cleavage: Men, Women, and the Space Between Us, ponad dwadzieścia lat po She's Not There. To jest kariera. To jest wytrwałość w czystej postaci.
Szczególnie cieszy mnie to, że nagrody w kategorii fikcji transgenderowej i lesbijskiej trafiły do nowych głosów: Milo Todd za The Lilac People, Kat Dunn za Hungerstone, Charlie Porter za Nova Scotia House i Demree McGhee za Sympathy for Wild Girls.
Literatura LGBTQ+ to nie jest oddzielny gatunek: to sposób zamieszkiwania języka. To co się dzieje, gdy ktoś pisze z miejsca, które świat próbował uciszyć. To najbliższe, co znam do aktu oporu, który Clarice Lispector opisywała na każdej swojej stronie: pisać bez pytania o pozwolenie.
W naszym katalogu znajdziesz O Forno Evguénija Kharitónova, jedną z najważniejszych narracji sowieckiej literatury queer, oraz Déjame que te llame Píi Prado Bley, queerowy komiks miłosny, który będzie ci towarzyszył przez wiele godzin.
Lammys to, między innymi, przypomnienie, że ta literatura istnieje, że nie przestała rosnąć, że czytelnicy czekają z otwartymi ramionami. Ja też.