Od Mickey’ego Hallera do detektywa Stilwella: Ameryka Connelly’ego ciągle trafia na ekran
Gdzieś w trakcie negocjacji kontraktowych między Michaelem Connellym a Davidem E. Kelleyem ktoś musiał bez ironii powiedzieć słowa „syuergia artystyczna”. Efektem ich odnowionej współpracy jest Welcome to Catalina, nadchodzący serial HBO Max oparty na powieści Connelly’ego Nightshade (2025) — odejście od ulic Los Angeles Harry’ego Boscha ku słonemu powietrzu kalifornijskiej wyspy.
Detektyw Stilwell, który po raz pierwszy pojawił się w Nightshade i powrócił w tegorocznym Ironwood, bada ciało niezidentyfikowanej kobiety w porcie wyspy Catalina. To brzmi, na papierze, jak setka innych seriali kryminalnych. Co jest dokładnie tym, czemu Connelly przez trzydzieści lat zaprzecza.
Kelley, który już przekształcił The Lincoln Lawyer Netflixa w jeden z bardziej niezawodnych eksportów kryminalnych epoki streamingu — cztery sezony, piąty potwierdzony — jest oczywistym wyborem. Zna świat Connelly’ego. Wie, jak robić proceduralną telewizję, która nie obraża swojej publiczności.
Interesuje mnie cichsza implikacja tego wszystkiego. Connelly stał się w istocie najlepiej zaadaptowanym pisarzem kryminalnym swojego pokolenia. The Lincoln Lawyer zbliża się do piątego sezonu. Teraz Nightshade. Powieści, które zapoczątkowały karierę telewizyjną, zaczęły się jako ksiązki rozumiejące, jak faktycznie działają instytucje — sądy, policja, maszyna sprawiedliwości — a potem znalazły uwięzionych w nich ludzi.
Kryminał, w swoim najlepszym wydaniu, zawsze był krytyką społeczną w przebraniu fabuły. Dickens o tym wiedział. Raymond Chandler zbudował na tym karierę. Powód, dla którego twórczość Connelly’ego adaptuje się tak dobrze, leży w tym, że jej architektura społeczna jest już kinematograficzna — nie dlatego, że proza jest wizualna, ale dlatego, że opisywane systemy to te, które rozpoznajemy, których się boimy i od których nie możemy oderwać wzroku.
Wyspa w słońcu. Ciało w porcie. Ktoś musi za to odpowiedzieć.