Przejdź do głównej treści

Co nagrody PEN America przywiozły z powrotem — i co zostawiły za sobą

S
Sigrid Nørgaard
· 3 min czytania
Co nagrody PEN America przywiozły z powrotem — i co zostawiły za sobą

Jest coś cicho niepokojącego w ceremonii literackiej, która prezentuje się jako powrót do normalności. Myślałam o tym w poniedziałkowy wieczór, czytając relacje z Town Hall na Manhattanie, gdzie 62. doroczna ceremonia nagród PEN America Literary Awards rozdzieliła niemal 350 000 dolarów między pisarzy, redaktorów i tłumaczy — pierwsza pełna ceremonia od czasu, gdy organizacja odwołała swoje wydarzenie 2024 roku w obliczu bojkotu autorów zorganizowanego przez Writers Against the War in Gaza.

Bojkot został zniesiony 31 grudnia 2025 roku. I tak 31 marca ceremonia powróciła.

Nazywanie tego „powrotem do formy" — jak głosiły nagłówki — jest już aktem interpretacyjnym. Jakiej formy, dokładnie? Instytucje literackie mają dziwny stosunek do konfliktów, które czasami zmuszają je do rozliczenia się z własnymi założeniami. PEN zostało założone w 1921 roku jako organizacja poświęcona idei, że pisarze mogą mówić ponad granicami, że literatura nosi ze sobą zobowiązanie wobec wolności. Kiedy ta zasada zostaje wystawiona na próbę, instytucja nie zatrzymuje się po prostu i nie wznawia. Po tym coś jest inne, nawet jeśli scena i trofea wyglądają tak samo.

A jednak dzieła wyróżnione w tym roku zasługują na uwagę właśnie dlatego, że opierają się redukcji do narracji instytucjonalnej. Cannupa Hanska Luger otrzymał Nagrodę PEN/Jean Stein — 75 000 dolarów, największą nagrodę wieczoru — za Surviva: A Future Ancestral Field Guide, książkę, której sam tytuł stanowi argument o tym, jak wygląda literatura przetrwania w XXI wieku. Aracelis Girmay zwyciężyła w kategorii poetyckiej za Green Of All Heads, zbiór, który noszę przy sobie od tygodni tak, jak nosi się pewne książki, bo zostawienie ich w domu wydaje się porzuceniem.

Potem była Edwidge Danticat, która otrzymała Nagrodę PEN/Nabokov za Osiągnięcia w Literaturze Międzynarodowej, wręczoną przez Marlona Jamesa. Są pisarki, których kariery wydają się tak cicho niezbędne, że każde formalne wyróżnienie niesie ze sobą pewną nadmiarowość — nie dlatego, że nagroda jest niezasłużona, ale dlatego, że dzieło już dawno rozstrzygnęło kwestię własnej konieczności. Danticat spędziła dziesięciolecia pisząc o Haiti, diasporze, pamięci i szczególnym ciężarze przynależności do miejsca, które inni widzą wyłącznie w kryzysie.

Jamaica Kincaid — której eseje zawsze były pracą kogoś, kto nie może przestać jednocześnie przesłuchiwać świata i samej siebie — otrzymała nagrodę za esej za Putting Myself Together: Writing 1974–, zbiór obejmujący ponad pięć dekad jej myślenia. Po raz pierwszy zetknęłam się z Kincaid przez Annie John, która nie jest jej najsłynniejszą książką, ale zawiera jedne z najbardziej precyzyjnie oddanych zdań o dziwności dorastania, jakie czytałam w jakimkolwiek języku.

Inni nagrodzeni zasługują na należne im miejsce: Peter Beinart za Being Jewish After the Destruction of Gaza; Jared Lemus, który zdobył nagrodę debiutancką za Guatemalan Rhapsody. W innym roku każdy z nich byłby główną historią. W tym roku dzielą scenę z pytaniem, które ceremonia implicite postawiła: co zmieniły dwa lata nieobecności?

Może nic. Może instytucja jest trwalsza niż otaczające ją konflikty. A może literatura napisana przez te dwa ciche lata — lata bojkotu, gdy PEN musiało zmierzyć się z tym, co reprezentowało — to właśnie tam będzie przechowywany prawdziwy zapis.

Komentarze

Zaloguj się aby dołączyć do rozmowy.

Brak komentarzy.