401 pisarzy za kratami: świat, który PEN America liczy od lat
Od lat prowadzę mały notatnik na biurku, w którym od czasu do czasu zapisuję nazwiska pisarzy, których zamierzam przeczytać. Lista rośnie szybciej niż ją skracam, co być może jest właściwym porządkiem rzeczy. To, o czym staram się nie myśleć zbyt często, to fakt, że gdzieś istnieje inna lista, dłuższa i pilniejsza: imiona pisarzy, którzy nie mogą pisać, bo są w więzieniu.
PEN America opublikowała w zeszłym tygodniu swój siódmy coroczny Indeks Wolności Pisania. Liczba na 2025 rok wynosi 401 — pisarze uwięzieni w 44 krajach, wobec 375 rok wcześniej. Wzrost o siedem procent. Chiny odpowiadają za 119 tych przypadków. Iran następuje z 53.
Raport dokumentuje coś, co każdy, kto uważnie śledzi literaturę i geopolitykę, wie od jakiegoś czasu: że pisanie jest aktem politycznym, i że rządy traktują je jako takie. Narody odpowiedzialne za największe wzrosty w tym roku — Iran, Izrael, Rosja — to także te najbardziej aktywnie zaangażowane w konflikty zbrojne.
To, co odróżnia tegoroczny raport od sześciu poprzednich, to jedno zdanie: Stany Zjednoczone pojawiają się w indeksie po raz pierwszy. Sprawa dotyczy Sami Hamdiego, brytyjskiego komentatora politycznego zatrzymanego przez służby imigracyjne. Pojawi się pokusa, by odnotować różnicę — zatrzymanie imigracyjne, nie prześladowanie literackie — i przejść dalej. Uważam, że byłby to błąd.
Indeks PEN America jest między innymi przypomnieniem, że wolność czytania spoczywa na czymś, co nigdy nie jest tak stabilne, jak się wydaje. Zacznijcie od Orwellowskiego 1984 lub od historii Jacoba Mchangamy w Wolność słowa.