Wydawca wycofuje książkę po zarzutach o AI — i nikt nie wie, jakie są zasady

J
James Whitmore
· 3 min czytania

Gdzieś około 2022 roku wydawcy zaczęli dodawać do umów klauzule dotyczące sztucznej inteligencji. Niedługo potem przestali w dużej mierze rozumieć, co te klauzule oznaczają. Wiadomość z tego tygodnia — że wydawca wycofał książkę po zarzutach dotyczących treści generowanych przez AI — pojawia się w momencie, gdy branża odkrywa z pewnym opóźnieniem, że nigdy tak naprawdę nie zdecydowała, co sądzi na ten temat.

Omawiana książka nie została nazwana w większości doniesień. Wydawca chce, żeby sprawa zniknęła. Zarzuty dotyczą fragmentów, które kilku czytelników oznaczało jako typowe dla prozy generowanej maszynowo: poprawnej we wszystkich częściach, żywej w żadnej.

To, czy ci czytelnicy mają rację, jest niemal drugorzędne. Liczy się to, że wydawca nie mógł odpowiedzieć z pewnością, gdy zapytano. To nie problem prawny; to problem epistemiczny. Wycofanie książki nie odpowiada na podstawowe pytanie.

Polecane lektury