Przejdź do głównej treści

Ośmiornica, Sally Field i czułość, której Netflix nie jest w stanie zepsuć

V
Valentina Ríos
· 3 min czytania
Ośmiornica, Sally Field i czułość, której Netflix nie jest w stanie zepsuć

Są książki, które wybierają nas. Pamiętam, jak otworzyłam Remarkably Bright Creatures Shelby Van Pelt w niedzielne popołudnie, myśląc, że przeczytam parę rozdziałów, a skończyłam wieczór z wilgotnymi oczami i poczuciem, że rozmawiałam z kimś niezwykle mądrym, kto ma osiem ramion.

Netflix ogłasza, że adaptacja ma premierę 8 maja, a zwiastun już krąży z głębokim głosem Alfreda Moliny ożywiającym Marcellusa, gigantyczną ośmiornicę pacyficzną, która obserwuje świat ze swojego akwarium w Sowell Bay. «Jest potencjał na wzajemną naprawę», mówi Marcellus o Tovie i Cameronie, dwóch złamanych ludziach krążących wokół niego.

Sally Field gra Tovę Sullivan, wdowę pracującą na nocnych zmianach w akwarium, by uniknąć ciszy pustego domu. Field ma siedemdziesiąt dziewięć lat i karierę od Latającej Zakonnicy po Lincoln. Nie musi już niczego udowadniać. Może dlatego jest idealna dla Tovy.

To, co mnie niepokoi — i jednocześnie ekscytuje — to reżyseria Olivii Newman. Jej wcześniejsza praca wykazała wrażliwość na wolne rytmy, na cisze, które mają wagę. Ta powieść tego potrzebuje. Van Pelt zbudowała historię, w której czas płynie jak przypływy, nie jak algorytmy. Pokusą Netflixa będzie przyspieszenie, kompresja, spektakularyzacja. Zwiastun przynajmniej sugeruje, że się oparli.

Książka Van Pelt zadziałała, bo zrobiła coś, co brzmi prosto, a jest prawie niemożliwe: sprawiła, że zaufaliśmy inteligencji zwierzęcia. Nie jako metaforze, ale jako faktowi. Marcellus myśli, obserwuje, dedukuje, pamięta. Ma opinie o ludziach i najczęściej nie są dla nas pochlebne. To najuczciwszy narrator, jakiego czytałam od lat — i nie jest człowiekiem.

Jeśli serial to zachowa — ten cierpliwy wzrok, tę niesłodzoną czułość — będzie jedną z najlepszych adaptacji literackich roku. Jeśli nie, zawsze zostaje nam książka, do której powinniśmy wracać.