Przejdź do głównej treści

Zadie Smith czyta głównie kobiety. Ciekawe jest to, że to wciąż jest news.

S
Sigrid Nørgaard
· 3 min czytania
Zadie Smith czyta głównie kobiety. Ciekawe jest to, że to wciąż jest news.
Jest szczególny moment podczas lektury nordyckich modernistów — Hamsuna, Undset, Lagerlöf —, kiedy zaczyna się zauważać coś, czego nie można do końca nazwać. Kobiety są tam, ale nie są do końca w centrum, nawet gdy historia sugeruje, że powinny być. Kanon literacki ma zwyczaj organizowania się wokół określonej osi, i wciąż czeka się na jej przesunięcie. Zadie Smith powiedziała niedawno publiczności, że czyta głównie kobiety. Kontekst nie został szczegółowo opisany; stwierdzenie było wystarczająco krótkie, by zmieścić się w rubryce „Seen & Heard" Kirkus. A jednak zostało ze mną w sposób, w jaki krótkie stwierdzenia czasem zostają, właśnie ze względu na swoją niedbałość. Nie ma, oczywiście, żadnego obowiązku wyjaśniania się. Ale zastanówmy się, co oznaczałoby podejście do biblioteki tak, jak Smith to najwyraźniej robi — nie jak do skrupulatnie ułożonego pomnika powszechnych osiągnięć literackich, ale jak do przestrzeni z zakątkami, nieobecnościami i nagromadzonymi wyborami. Virginia Woolf rozumiała to w 1929 roku, kiedy opisała, jak trudno było kobiecie pisać bez pieniędzy i własnego pokoju. Własny pokój nie tylko wysunął argument o warunkach materialnych — nakreślił kształt ciszy. Włoska pisarka Natalia Ginzburg — której Rodzina i mieszczaństwo dyskretnie wpłynęła na pokolenie pisarek, w tym samą Smith, Ferrante i Rooney — spędziła dekady przy biurku wydawnictwa, pisząc własną cicho niszczącą prozę. Nie ma satysfakcjonującego rozwiązania dla tego rodzaju obserwacji. Czytanie głównie kobiet nie koryguje historycznej nierównowagi. Jest być może sposobem na zwracanie uwagi — celowo, bez przeprosin — na części biblioteki, które zawsze tam były, czekając. Jak wyglądałoby twoje życie czytelnika, gdybyś przez rok liczył, co naprawdę czytasz — a potem spojrzał na liczby?